Przyszedłem na świat jako niespełna 3 i pół
kilogramowy bobas w niedzielę 10 lipca 1983
roku. Śmieję się, że jestem efektem przyczynowo
- skutkowym tak osławionego wyłączania prądu w
stanie wojennym.

Tradycyjnie powoli uczyłem się mówić, chodzić, poznawać przyrodę wszystko co mnie otaczało.
Podobno niedzielne ptaki są leniwe. Ta mądrość ludowa nie ma związku z moją osobą.
W dzieciństwie jak każdy w moim wieku biegałem
za piłką, goniłem się po parku, z kolegami budowaliśmy ziemianki, udawaliśmy komandosów.

W wieku 4 lat po raz pierwszy na żywo spotkałem się z Panem TIK – TAkiem. Było to dla mnie ogromne przeżycie.
Po dziś dzień pamiętam jak by to było wczoraj, gdy w zerówce na pytanie pani wychowawczyni kim chciałbym zostać z zawodu,
bez namysłu odpowiedziałem że Prezydentem Polski. Być może było to konsekwencją oglądania wraz z moim tatą co wieczór
dziennika telewizyjnego. Mimo, że mało rozumiałem, wiedziałem już wtedy, mając zaledwie 5 – 6 latek,
kim jest Ronald Regan, George Bush, Margaret Thatcher, John Major, co to jest Mur Berliński, który miałem okazję
zobaczyć w 1989 roku na własne oczy.
Od najmłodszych lat
przejawiałem wysoką aktywność. W podstawówce
brałem aktywny udział w teatrzykach, wygrywałem
konkursy recytatorskie. Siedem lat służyłem w
Parafii p.w. Bł. Michała Kozala w Gnieźnie jako
ministrant (często zgarniając nagrody
ministranta miesiąca) i jako lektor. Wszystko za
sprawą ks. Mirka Goślinowskiego, który był
magnesem dla młodzieży. Bardzo przeżywaliśmy
jego przeniesienie do Bydgoszczy...

Z kumplami z podwórka ścigaliśmy się na speedrowerze w gnieźnieńskiej lidze podwórkowej.
Do Orła Gniezno jednak się nie zapisałem. W liceum wstąpiłem natomiast do szkółki żużlowej
Startu Gniezno. Trenerami wówczas byli Koselki, Woźniak i Kujawski. Tego ostatniego wspominam
najmilej. Bez wątpienia był najlepszym trenerem, mającym dobre podejście do młodzieży, potrafiącym
przekazać wiedzę i odsłonić tajniki poprawnej techniki pokonywania wiraży na motorze żużlowym.
Liceum – wspaniałe czasy, w zasadzie to najwspanialsze i najgorsze jest to, ze przeminęły bezpowrotnie. Była nauka, ale
była też zabawa, nocne eskapady do miasta, ahhh mając 10 zł. W kieszeni była naprawdę dobra zabawa. Każdy był szczęśliwy,
że może się pobawić ze znajomymi, pogadać no i poznać wielu nowych znajomych.

Moja osiemnastka był niekonwencjonalna - żadnego spotkania dla rodziny, żadnego przyjęcia
dla znajomych. Ale za to tygodniowe balety pod namiotem wraz z najbliższymi przyjaciółmi we
wsi Borzątew. Wróciłem z nich… z blond włosami na głowie.
Liceum to dalsza aktywna działalność na szkolnej scenie teatralnej. Wówczas myślałem o aktorstwie. Największym sukcesem było
wygranie w Poznaniu Festiwalu Małych Form Teatralnych. Zakończeniem szkolnej kariery teatralnej było wyreżyserowanie
i przygotowanie (podobno jednego z najlepszych w historii I L.O. w Gnieźnie) programu artystycznego na Studniówce w 2002 roku.
1 [2] - dalej
|